Troszkę się odniosę do wpisu Uważnej i innych rozmów, które się toczą.
Jedno w tym jest pewne. Każdy z nas ma prawo do szczęścia !
To jak postrzegamy sposoby, jest naszym subiektywnym odczuciem.
Czy pochwalam zdradę ?
Tak i nie.
Gdyby ktoś kiedyś chciał ocenić mój związek.. zdradzałam choć nie zdradzałam. Nie można zdradzać, kogoś kogo już się przekreśliło, z kim właściwie nic nie łączyło, kogoś kto istniał już tylko na papierku ale z różnych przyczyn nie miałam w planach przeprowadzać rozwodu.
Co mi dała "zdrada" ?
Na nowo poczucie własnej wartości, chęć do życia, odkrycie, że świat składa się z mnóstwa kolorów, uśmiechu na buzi, radości, dostałam skrzydeł, wszystko nabrało sensu, czułam się spełnioną kobietą oraz.....dużo więcej cierpliwości do eksa.
Ja się rozwiodłam bo "zdrada" pokazała mi w jakiej ułudzie żyłam, pokazała, że można być kochaną i kochać.
Nie żałowałam swojej decyzji nigdy, ale bez zdrady a właściwie związku, który trwał kilka lat, najprawdopodobniej straciłabym jeszcze mnóstwo czasu na otrząśnięciu się z tego marazmu i beznadziei w której żyłam z mężem na co dzień.
Więc właściwie aspekt zdrady znam z dwóch stron.
W dalszym ciągu nie powiem, że w pełni akceptuję. Bo nie
Ale, kiedy już dwoje ludzi po kilkunastu latach związku, żyje obok siebie, kiedy już nie umie zauważać pozytywnych stron partnera ale związek musi trwać z różnych przyczyn... zadbanie o własne szczęście w inny sposób (czytaj inny partner) o ironio często jest tym, co pozwala trwać w codzienności, pozwala mieć więcej cierpliwości do partnera, uśmiechać się i dokąd dzieci są małe, stwarzać dla nich rodzinę w której mają zapewnione poczucie bezpieczeństwa i szczęścia.
Tak wiem jak to brzmi. Ale tak wygląda często rzeczywistość.
Zbyt dużo jest takich rodzin choć otoczenie zazdrości im tego, że są idealnym małżeństwem..
Z drugiej strony nie umiem zrozumieć, kiedy młode stażem (często i wiekiem) rodziny, zamiast spróbować rozmawiać (pisanie jako wstęp jest dobrym sposobem bo pozwala przebrnąć przez słowa, które na początku trudno wypowiedzieć), zakładają z góry, że druga strona nie umie im dać tego co jest potrzebne do szczęścia.
Zbyt często postrzegamy partnerów zupełnie subiektywne i nie widzimy w nich tego jacy naprawdę są czy mogą być.
Ile razy robimy wielkie oczy jak ktoś opowiada o wspólnym znajomym jak zupełnie o innej osobie niż ta, którą znamy my ?
Dlatego krótko stażowcy warto, żeby się pochylili nad swoim związkiem, zastanowili co spowodowało, że są razem, co pociągnęło ich w drugiej osobie...
Bo może warto zawalczyć ? Tak jak my widzimy inaczej drugą osobą tak oni widzą nas inaczej.
Nie zapomnę zdziwienia jak lata od rozwodu eks mówił jak mnie widział. To nie byłam ja!! Okazuje się, że kilkanaście lat ale on nie pochylił się nad tym żeby mnie poznać. Może oczywiście to też wina niezbyt czytelnych jasnych komunikatów z mojej strony (bez obrazy ale mężczyzna przyswaja krótki i konkretny przekaz a Ci domyślający się to tylko wyjątki - choć z drugiej strony kobieta często potrzebuje otrzymać przekaz w którym będą "ocieplacze" słów) ale też to, że nie dałam sobie czasu na poznanie a działałam pod wpływem chwili, pożądania i zauroczenia.
Więc tak. Uważam, że nie można iść na skróty.
Trzeba najpierw wykorzystać wszystko co jest możliwe a w seksie dokąd zbliżenie nie jest już tylko obowiązkiem, kiedy zaciska się zęby i myśli tylko o tym, żeby już skończył, kiedy już później mimo temperamentu lepsze jest nic i "samopomoc" niż zbliżenie... wtedy jest czas na zastanowienie się i pomyślenie o sobie.
Ale kurczę.
Rozmowa oznacza rozmowę. Trudne tematy można omówić, znaleźć sposób.
A jeśli już decydujemy się na podwójne życie do q.. nędzy szanujmy przynajmniej partnera i wyrażajmy się o nim w przyzwoity sposób. Skoro nie decydujemy się na rozwód z jakiś tam przyczyn to może warto przelać odrobinkę naszego szczęścia na cierpliwość w domu, docenienie, że partner np nas utrzymuje, albo że spłacamy wspólny kredyt albo że daliśmy życie i może nie warto dawać dziecku wzoru rodziny gdzie matka albo ojciec wyrażają się źle, z lekceważeniem o drugim rodzicu ?
Więc podsumowując.
Nie jestem fanką zdrad. Ale nie potępiam ludzi za ich wybory. Szczególnie tych z bagażem doświadczeń już na barkach, którzy próbowali już wszystkiego a "zdrada" wbrew pozorom jest tym, co pozwala istnieć rodzinie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Minął już rok.....
Od jakiegoś już czasu próbuję napisać ten post. I ciągle trafia do kosza, bo nie jest takim jakim chciałabym, żeby był….
-
Czasami przepełniające mnie uczucia muszą znaleźć ujście. Zapytałam czy mogę i dostałam pozwolenie od Pana, żeby kiedy najdzie mnie ...
-
Goreańską niewolnicą… Zupełnie subiektywnie. Moje przemyślenia i obserwacje z punktu osoby, która coraz mocniej czuje(wie) jakie miejsce był...
-
Wczoraj po przeczytaniu kolejnych stronic w Bibliotece zadałam pytanie…

Ananka, zdrada nie dotyczy tylko odskoku seksualnego z inną osobą - to również złamanie obietnic nadanych drugiej osobie,w tym wypadku Twój ex okazał się lujem - czyli zostałaś niejako zdradzona jako pierwsza.
OdpowiedzUsuńuważam, że to wybór, z którego brzemieniem musi żyć osoba, która go podjęła. a tu nie ma nigdy dobrych decyzji; zostać i się męczyć, a może rozejść się i realizować się z kimś innym? gdyby zdrada nie była czymś kontrowersyjnym, instytucja jakiegokolwiek związku nie miałaby prawa bytu. coś jednak nas samych cechuje, kiedy zgadzamy się być z kimś, obiecując coś, dostając coś. nakładając sobie jakieś ograniczenie, po czym jest to łamane. i to nigdy nie jest czymś dobrym, bo zawsze coś niszczy.
bardziej miałam na myśli, bez roztrząsania czemu zdrada była, że rozumiem bo doświadczyłam.
UsuńWłaśnie. Brzemię zawsze jest, takie czy inne. I mniejsze zło albo jak w moim przypadku droga do wyzwolenia, klucz do podjęcia jedynej słusznej decyzji ..
"Świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny Uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z ... i przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo, było zgodne, szczęśliwe i trwałe."
OdpowiedzUsuńJak przyrzekałam, tak czynię.
Ananka, aż miło czyta się tak dojrzałe teksty. Zrozumienie innych, tolerancja i własne zdanie, ocena siebie i swojego postępowania. Szczera i prawdziwa.
OdpowiedzUsuńGdyby wszystko miało kolor czarny lub biały, gdyby decyzje mogły być podejmowane z pełną świadomością i wiedzą, gdyby wszyscy chcieli poznać drugiego człowieka, zrozumieć, gdyby, gdyby, gdyby... nie było by zdrad, rozwodów, niepotrzebnych małżeństw, związków. jak to ładnie uwazna napisała, jest wiele odcieni szarości i nie tylko 50 :-)