ja dziś

Zweryfikowałam swoje podejście do życia klimatycznego.
Nie da się ukryć.



Jestem zaborcza.
Może to zazdrość?
Ale moje jest moje i już.
Kiedyś przez chwilę wydawało mi się, że umiałabym żyć mając Pana i obok siebie drugą uległą, Teraz z perspektywy czasu, po długich rozmowach i po przeczytaniu wpisów na blogach, upewniłam się, że nie.
To nie moja bajka taka stała relacja w trójkącie.
Jestem uległą.
Tak, jestem ale w tym przypadku nie wyklucza to silnego poczucia własności (mimo, że to przynależność ale bieda innej samicy kręcącej się obok mojego Samca)
Ja należę i jestem Pana ale Pan też jest mój.
Mój oznacza, że nie chcę i nie będę się dzielić.
Epizod kiedyś-może tego nie wykluczam i furtka w murze się da zrobić ale stały trójkąt czy inny wielokąt z udziałem innych uległych-absolutnie nie.
Czas jest czymś co najlepiej potrafi zweryfikować,  ułożyć w głowie i znaleźć właściwą półkę.
Zająć właściwe stanowisko w niektórych kwestiach związanych z relacją.
I tak. Nie pomyliłam słowa.
Wiem już teraz, mam tą świadomość jak bym chciała, żeby wyglądał mój klimat.
W moim klimatycznym świecie, jest miejsce na codzienność z partnerstwem , choć może nie do końca dobre to słowo, bo jedna strona, ta Dominująca może więcej i ma decydujące słowo.
W moim klimacie jest też miejsce na ślepe posłuszeństwo wobec Pana ale we właściwym czasie i miejscu (to owszem ustala On ale jeśli nie ma szans ocenić sytuacji, bez np zdalnego polecenia narażającego na silny bezsensowny stres czy niebezpieczeństwo).
Jestem niereformowalną optymistką i wiem, i wierzę że tak można.
Poświęcenie i posłuszeństwo wobec Pana? Jak najbardziej tak. To oczywista oczywistość jest.
Zatracenie i zapomnienie o własnych potrzebach ?
Na dłużą metę bez sensu. Więc nie.
Z czasem rozczarowanie i żal razem w duecie ,spowodowały by zbyt dużo krzywd.
Z niejednych dominujących ust słyszałam już, że moja uległość jest łatwa do kształtowania i lepienia.
Nie raz od Pana słyszałam, że jestem skarbem.
Tak.
Jestem.
Tym łatwiej, że z racji doświadczenia życiowego , jestem świadoma tego co się dzieje choć nie zawsze rozumiem jakim cudem się Panu udało :D
Ale też wiem, że uległa nie powinna się wyrzekać własnych potrzeb dla Dominującego, jeśli to w efekcie ją skrzywdzi.
Nie wiem co przyniesie najbliższy czas.
Nie wiem jaki scenariusz napisało życie dla mnie i co mnie zaskoczy tym razem.
Co wiem ?
Wiem, że nie odpowiada mi rola tylko su, nie będę tylko uległą.
Chcę być kochana, chcę być szanowana, chcę być rozpieszczana, chcę służyć tym mocniej właśnie z tego powodu, żeby zachować równowagę i pokazać, że nie psuje mnie to rozpieszczanie (albo psuje w pozytywny sposób jeśli mogę być bardziej zepsuta jeszcze :D ).
Chcę móc rozmawiać o wszystkim i o życiu drugiej strony również-chcę w nim uczestniczyć.
I nie chcę cierpieć czekając po kilka dni na kontakt z drugiej strony.

Teraz wpadło mi do głowy, że Pan Sadysta będąc w relacji z masochistką jest bardziej narzędziem w jej ręku.

Bo jeśli Ona lubi ból i upokorzenia to właściwie służy dominującemu czy On jej służy jako narzędzie spełnienia ?
W takiej relacji nie musi być chyba nic więcej oprócz zaufania i pewności, że granice nie zostaną przekroczone.
Nie musi być tej więzi, która pozwala iść za Panem, nawet tam gdzie nie sądziło się, że kiedykolwiek się dojdzie.
Heh.  Czy jeśli masochistka ma Pana to On spełnia jego zachcianki i czy można ją nazwać uległa?  Spełniają się razem. W równym stopniu. I jest to relacja D/u ?  Tylko z nazwy chyba. 
Ale też może dlatego często klimatyczny świat Sadystów ciut się różni.
Mam na myśli codzienność z nimi.
No i jeśli mają w łapkach osobę w ograniczonym stopniu lubiącą ból to gdzie marchewka na wędce?
Co taką su ma motywować do bycia coraz lepszą ?
Bo przecież jak ze wszystkim, z waniliowymi związkami też, jeśli mija pierwsza fascynacja-mija może później albo bardzo późno, jeśli Pan dba o su codziennie, znajdując czas jeśli nie na spotkanie to na zamienienie paru słów- jednym słowem dba o to, żeby siedzieć w głowie uległej i nie pozwolić rozluźnić się więzi i tej niezwykle silnej u uległej potrzeby "czucia", że jest z Panem połączona.

Muszę się nad tym zastanowić. 
Nad tym co przyciąga określone pary i co powoduje, że realizują się razem 

Jak zwykle pisanie z przerwami zrobiło misz masz wielki.
Następnym razem postaram się jeśli zacznę wpis, skończyć go od razu .




Tamta


3 komentarze:

  1. Bardzo, bardzo optymistyczny w wymowie wpis. :)
    Ważne jest to by wiedzieć czego się oczekuje.
    Ważne jest by wiedzieć czego się nie akceptuje.
    Bardzo ważne jest to, by o tym mówić.
    Wierzę, że znajdziesz to czego szukasz… lub zostaniesz znaleziona :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Dojrzewanie... w życiu, w związku, w potrzebach jest tym to czuć z treści tego wpisu. Dobrze jest, gdy taki rozwój cechuje obustronny trud. Nakład pracy, który nie tylko wiąże się z odpowiedziami, ale wręcz z pytaniami, gdyż one dotykaj częściej i głębiej kwestii nam bliższych, lecz nadal bardziej niezbadanych. Takiego też towarzysza życzę Tobie przy wspólnym eksplorowaniu tego co nieznane, niepewne i nadal niezrozumiane. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń

Minął już rok.....

 Od jakiegoś już czasu próbuję napisać ten post. I ciągle trafia do kosza, bo nie jest takim jakim chciałabym, żeby był….